Pozostaną tylko sztuczne kwiaty. Raport z Fukuszimy

Japończycy nadali czasowi decydującą rolę, każda sekunda jest cenna, każdy moment życia można poświęcić czemuś: pracy, hobby, odpoczynkowi. Nie ma czasu do stracenia. Na przejściach dla pieszych miernik pokazuje ile sekund zostało do momentu, gdy będzie można przejść. Jeśli sporo, można jeszcze wysłać mail, sprawdzić wiadomości w komunikatorze, zdobyć jeszcze jeden poziom w grze. Jeśli mało, przygotować się do pędu – do metra, do pracy, do domu.

W miejscowości Sendai na północy wyspy Honsiu naukowcy uruchomili zegar odmierzający wymieranie narodu Japońskiego. Gdy licznik zgonów zaczął przekraczać liczbę urodzeń, Japonia oficjalnie zaczęła się wyludniać. Co roku populacja tego kraju zmniejsza się o około 400 tysięcy obywateli. Urządzenie pokazuje populację japońskich dzieci do 14. roku życia, których jest obecnie w Japonii ok. 16 milionów. Co sto sekund zegar zmniejsza tę liczbę o 1 punkt. Według zegara z Sendai, naród japoński przestanie istnieć w roku 3011.

Tik tak, tik tak, tik tak.

FUTABA

Zegary stanęły o godzinie 14:46. Mieszkańcy Futaby musieli opuścić swoje domy na zawsze. Ulice zagrodzono, drzwi domów zabito deskami, bezwzględnie zakazano wjazdu. Trzęsienie ziemi, tsunami, eksplozja w elektrowni atomowej. Jeśli można sobie wyobrazić armagedon, to chyba właśnie tak.

Populacja miasta w roku 2010 wynosiła niemal 7 tysięcy osób. Dziś ulice są puste, jedynie likwidatorzy szkód popromiennych krążą po mieście, zrywają warstwy ziemi, wrzucają je na ciężarówki i wywożą pod miasto, na specjalnie przygotowane poletka, gdzie czarne wory pełne skażonej ziemi przykrywane są brezentem. Tak przetrwać mają kolejne 40 lat. A co potem? To zmartwienie kolejnego pokolenia.

Futaba nie ma już przyszłości, posiada jedynie tragiczną przeszłość. Czas stanął w miejscu, o godzinie 14:46, 11 marca 2011 roku.

Tik tak, tik tak, tik…

*

– Byłem dyrektorem urzędu miasta. Staliśmy na posterunku do końca. Później wróciłem tu tylko raz, pod eskortą, musiałem zabrać pieczątki – po opuszczonym urzędzie miasta oprowadzali mnie pan Osui oraz pani Itakura, urzędnicy, którzy dziś zajmują
się między innymi przywracaniem utraconej ziemi światu.

Japonia jest krajem, w którym pieczątka jest ważniejsza od podpisu. Cóż z tego, że to tylko kawałek gumy i atramentu, cóż z tego, że pozostał na skażonym i ewakuowanym terenie. Należało wrócić, bez tego nie można kontynuować pracy.

W opuszczonym urzędzie miasta znajduje się zapis wydarzeń z czasu ewakuacji. Na pierwszym piętrze, na kilku tablicach markerami zapisywano wszystkie kolejne działania, godzina po godzinie, akcja po akcji. Urzędnicy trwali na swoich stanowiskach dbając, by wszyscy zostali ewakuowani o czasie.

– Plaża w Futabie trzykrotnie wybierana była najpiękniejszą plażą w Japonii – Osui z sentymentem spogląda na rozbijające się o brzeg fale. Dziś po dawnej świetności pozostał cień. Spomiędzy wykrzywionych i przerzedzonych drzew wystaje zdemolowany budynek, dawna kawiarenka i siedziba tutejszych właścicieli jachtów. W głąb wody wbija się betonowy, popękany falochron utworzony z utwardzonych worków z cementem. Jeśli stanąć na jego krawędzi, kilkaset metrów dalej widać winowajczynię – elektrownię atomową Fukushima Daiichi, dawniej dumę kraju i pokaz potęgi japońskiej myśli technicznej, dziś mroczną metaforę ludzkiego dążenia do okiełznania natury i wyrzut sumienia całego narodu.

Pani Otakura zawsze stoi w cieniu pana Osui. Po jego lewej ręce, pół kroku za nim. To ona posiada większą wiedzę na temat wydarzeń z 2011 roku i lepiej orientuje się w sytuacji dzisiaj, ale to Osui jest jej przełożonym oraz byłym dyrektorem urzędu miasta. W Japonii hierarchia musi zostać zachowana.

*
Szkoła podstawowa została ewakuowana tuż po trzęsieniu ziemi. W każdej sali nad drzwiami wisi zegar. Każdy wskazuje tę samą godzinę, 14:46. Sale lekcyjne są puste, ponieważ akurat trwała godzina sprzątania. Uczniowie wynoszą wówczas ławki na korytarz i zajmują się myciem podłogi w swojej klasie, ma to ich uczyć szacunku do pracy oraz cudzej własności.

-Tuż po trzęsieniu dzieci zostały ewakuowane. Gdyby to było jedynie trzęsienie, to wróciłyby następnego dnia – Tłumaczy Osui. W salach na podłodze leżą prywatne przedmioty, plecaki, pudełka śniadaniowe, ulubione maskotki. – Ale potem była Fukuszima. Wszystkie rzeczy w szkole pozostały tak, jak w momencie ewakuacji. Chcemy to tak zostawić, aby zachować pamięć tego miejsca, stworzyć coś w rodzaju muzeum. Za rok Futaba ma być już otwarta.

W 2020 Japonia miała być gospodarzem Letnich Igrzysk Olimpijskich, przeniesionych na rok 2021 ze względu na wybuch epidemii koronawirusa. Cały świat odwiedzi Tokio oraz, prawdopodobnie, niedaleką Fukuszimę, aby zakosztować nieco ekstremalnej turystyki oraz zobaczyć jak wygląda świat po zagładzie. Japończycy wstydzą się wydarzeń z 2011 roku, dlatego robią wszystko, aby przed olimpiadą odtworzyć jak najwięcej dawnego świata i dumnie zademonstrować innym państwom, że poradzili sobie z problemem najlepiej jak tylko się dało.

Ogień olimpijski ma wyruszyć ze stadionu właśnie w prefekturze Fukuszima, tak zarządził japoński komitet olimpijski. Niektóre państwa już wniosły protest, inne przedsięwzięły specjalne środki ostrożności, będą na przykład przywozić na igrzyska własną żywność.

– 11% mieszkańców wyraziło chęć powrotu do Futaby – z dumą podkreśla pan Osui. To około 800 osób.

Osui

ITATE

Itate szybko staje na nogi. Z broszur informacyjnych w tutejszym urzędzie miasta spoglądają radosne twarze, zdjęcia pokazują nowoczesne traktory na bujnie porośniętych polach, w szklarniach pełnych kwiatów pozują uśmiechnięci mieszkańcy wioski. Jedno ze zdjęć przedstawia młodą matkę w ogrodzie pełnym warzyw i kwiatów, która podrzuca w górę kilkumiesięczne niemowle. „Witajcie z powrotem w Itate” – proste i dosadne hasło zdobi ulotki, plakaty i naklejki.
– Wszystko wraca do normy. Plan jest taki, aby w ciągu pięciu najbliższych lat mieć tu z powrotem 180 mieszkańców. Mamy tylko jedną czerwoną strefę, na południu. Nie wolno tam wjeżdżać. Poza tym jest bezpiecznie.. – Tokahiko, młodego pracownika Urzędu Miejskiego nudzą pytania o region, ale ożywia się gdy pytania dotyczą jego samego – Ludność ewakuowała się sama. Wszyscy wsiedliśmy w samochody i odjechaliśmy. Nie było żadnego oczyszczania ze środków promieniotwórczych czy ewakuacyjnych punktów zbiorczych. Nie wiemy jaką kto przyjął dawkę promieniowania, ale tutaj nie jest duże.

Dozymetry mówią co innego. Urzędnicy twierdzą, że tzw. hot spoty wykazują maksymalnie 30 mikrosiwertów, ale urządzenia, którymi się posługiwano miały skalę jedynie do 30 jednostek, mój dozymetr natomiast pokazywał miejsca od 300, nawet do 1000 mikrosiwertów, przy drodze, w nieoznakowanych miejscach.

Każdy samorząd na swoim terytorium wyznaczył strefy, do których przyporządkowano kolory. Strefa zielona to tam, gdzie nigdy nie było promieniowania lub gdzie zostało ono usunięte, pomarańczowa, to gdzie prace nad oczyszczeniem
wciąż trwają, strefa czerwona natomiast, to ta, gdzie skażenie jest silne. Do czerwonej strefy nie wolno wjeżdżać pod żadnym pozorem, powrót na te tereny prawdopodobnie nigdy nie będzie możliwy.

Do uszkodzonej elektrowni Daiichi jest z Itate 38 kilometrów w linii prostej.

CENTRALNE ARCHIWUM LIKWIDACJI TEPCO

„Serdecznie przepraszamy mieszkańców żyjących w pobliżu elektrowni oraz ogół społeczeństwa za ogromne niedogodności i niepokój, które powstały w wyniku wypadku w elektrowni jądrowej Fukushima Daiichi i elektrowni jądrowej Fukushima Daini […] chcielibyśmy ponownie wyrazić nasze najgłębsze ubolewanie i jeszcze raz przeprosić poszkodowanych za niedogodności spowodowane wypadkiem”. W Centralnym Archiwum Likwidacji TEPCO (Tokyo Electric Power Company, właściciel elektrowni atomowej) każda prezentacja multimedialna zaczyna się lub kończy podobnym komunikatem. TEPCO przyjmuje na siebie winę, korporacja przeprasza, okazuje skruchę i chce naprawić błędy. Archiwum jest czymś w rodzaju muzeum wypadku, jest udostępnione zwiedzającym i można dowiedzieć się tutaj jak dokładnie doszło do skażenia terenu, jakie procesy miały miejsce w poszczególnych reaktorach, jak wyglądały pierwsze prace po eksplozjach oraz co firma planuje w przyszłości.

Okumę zamieszkuje 110 osób. To właśnie na terenie tego miasta doszło do katastrofy – eksplodowały 3 bloki reaktorów (elektrownia Daiichi posiadała ich 6 oraz 2 kolejne w budowie, reaktory nr 5 i 6 były w czasie katastrofy wyłączone). To jednak reaktor nr 2, a więc ten, który nie uległ eksplozji, dokonał największych zniszczeń i wypuścił do atmosfery największą ilość radioaktywnych substancji.

Oczyszczanie samej elektrowni podzielono na cztery etapy: demontaż urządzeń reaktora, odzyskiwanie resztek paliwa, zarządzanie zanieczyszczoną wodą oraz usuwanie paliwa, pierwszy etap ukończono w roku 2013, obecnie trwa etap drugi, a w sumie prace potrwają jeszcze około trzech dekad. Aby obronić się przed ewentualnym kolejnym tsunami budowany jest falochron. Zostały podjęte także inne kroki – w razie alarmu zamknięte zostaną budynki elektrowni, aby woda nie dostała się do środka, przygotowane są źródła awaryjnego zasilania, zaopatrzono się w pojazdy zasilające, pompy wodne, wzbogacono wyposażenie miejscowej straży pożarnej.

Przeprowadzono także odwierty w ziemi mające na celu zatrzymanie gruzu, który roznosiłoby ewentualne tsunami. Prefektura Fukuszima sformułowała Plan Ewakuacji obejmujący 13 gmin wokół elektrowni, który szczegółowo opisuje metody przesyłania informacji, miejsca ewakuacji oraz trasy jakimi ma być ta ewakuacja prowadzona. Każdy dystrykt osobno również opracował własny plan postępowania.

Dodatkowo Prefektura Fukuszima wraz z 13 gminami doszły do porozumienia z TEPCO, gminy zostaną poinformowane natychmiast jeśli wykryte zostaną jakiekolwiek anomalię w pracy elektrowni. Wszystkie te środki bezpieczeństwa zostały przedsięwzięte po katastrofie. Mądry Japończyk po szkodzie.

Z drugiej strony jednak, teren ten jest wyludniony. Jedną z 13 gmin jest Futaba, miasto, w którym nikt nie mieszka. Samorządy robią wszystko, aby znów sprowadzić tu ludzi, ale po co mieliby wracać?

Problemem jest także woda z elektrowni, która zaczyna przepełniać zbiorniki, w których jest składowana. Ta skażona wewnątrz bloków reaktora jest oczyszczana i przetrzymywana na terenie elektrowni. Istnieje plan zrzutu do oceanu – wody już oczyszczonej, jak twierdzą działacze TEPCO, bezpiecznej, na dodatek planują to robić powoli, aby jak najmniej zaszkodzić florze i faunie. „Nic się nie stanie” – tak mówią rząd oraz firma TEPCO, winni awarii.

Ewentualna kolejna katastrofa została więc złagodzona i odłożona w czasie. „Dzieciom, których dotyczy przyszłość” – takie jest oficjalne hasło prac na terenie elektrowni. Obecne plany oczyszczania sięgają jedynie 2050 roku. Nasze pokolenie nie rozwiązuje problemu, jedynie wysyła go w przyszłość.

Tik tak, tik tak, tik tak.

Matsumura Naoto

STRAŻNIK FUKUSZIMY

– Najbardziej brakuje mi sklepu. Świeżego jedzenia. Muszę jechać naprawdę daleko, żeby zrobić sobie zakupy. – Naoto Matsumura zasłynął jako strażnik Fukuszimy. Ratował tutejsze zwierzęta, walczył z TEPCO i samorządami o sprawiedliwe traktowanie wysiedlonych obywateli, ubezpieczenia dla mieszkańców, lepszy byt dla pokrzywdzonych oraz prawa zwierząt. – Byłem dwukrotnie żonaty, ale teraz żyję sam. Ale w Tokio mam 6- letniego synka!

Matsumura mieszka sam, jego dom jest zagracony, wszystkie gospodarcze pomieszczenia wypełniają rdzewiejące urządzenia i innego rodzaju pozostałości, po których skaczą koty. Matsumura ma jeszcze dwójkę starszych synów, obaj po 30-stce. Nie odwiedzają ojca.
– Mam 2 psy i kilka szczeniąt, w sumie 5 kotów oraz 3 krowy i żółwia. Na początku miałem 8 psów, ale niektóre zabrali. Niedawno ktoś ukradł mi szczeniaka – w Japonii nie ma kundli, wszystkie psy są rasowe, głównie akita, mają ogromną wartość. Szczenię akity w Japonii warte jest od 1000 do 3000 dolarów amerykańskich, kradzież prawdopodobnie była podyktowana chęcią odsprzedania, a nie posiadania psa.

Kilka miesięcy po ewakuacji w marcu 2011 Matsumura wrócił do swojego miasteczka, Tomioki, gdzie zastał wiele zwierząt martwych oraz dziesiątki kolejnych na skraju śmierci głodowej. Podjął decyzję o zaopiekowaniu się całym inwentarzem, który uda mu się uratować. Uwalniał z domów psy i koty, z chlewów i stajni zwierzęta gospodarcze. Tuż po katastrofie jego stan posiadania był dużo większy, krowy liczone były w dziesiątkach, posiadał nawet dwa strusie.
– Przyzwyczaiłem się do życia samotnie. Zwierzęta to moje towarzystwo. Nie
boje się promieniowania. Gdzie ono jest? Jem owoce z mojego ogrodu, jem ryby z rzek. Mówią, że one są napromieniowane, a ja jem je od lat i nic mi nie jest. Oni wszyscy kłamią – Naoto Matsumura skończył w 2020 roku 60 lat.

EKSPLORACJA

W pustych domach najpierw zauważalna jest cisza. Brak ludzi w miejscach przeznaczonych dla ludzi jest przerażający. Zakurzony stół, stary telewizor, na regałach zdjęcia osób, które dawno stąd zniknęły. Podłoga skrzypi pod stopami, deszcz uderza o dach, każdy inny dźwięk zjeżyłby mi włosy na karku. W tym domu ludzi nie było od 9 lat. W jednym z pomieszczeń, był to prawdopodobnie pokój nastoletniego chłopca, znajduję pozytywkę, zamilkłą od dekady, mającą już nigdy nie wydobyć dźwięku. Nakręcam ją, piękna i przerażająca zarazem muzyka wypełnia spustoszony i zdewastowany dom, zagłusza ciszę, za którą czai się nieznane, a nieznane – to strach. Pod sufitem wiszą portrety mężczyzn, być może przodkowie mieszkającej tu rodziny, na jednej ze ścian zdjęcie drużyny baseballowej i kilka medali, gdzie indziej znajduję słoik pełen monet, na oko byłoby tu z 10 tysięcy jenów, niemała kwota. Odkładam na miejsce.

Na piętrze wchodzę do pokoju o różowych ścianach, z półki spogląda na mnie Hello Kitty, a ze zdjęć na ścianie nastoletnia dziewczynka. Na każdej fotografii uśmiechnięta, na każdej z inną przyjaciółką. Dziś pewnie dorosła kobieta. Kim jest? Czym się zajmuje? Czy pamięta o skarbach swojego dzieciństwa, które musiała porzucić? Czy tęskni za nimi? Pozytywka wydała swój ostatni, tym razem już na zawsze, dźwięk.

*

Pomiędzy opuszczonymi wsiami zauważyć można ciężki sprzęt: ciężarówki i koparki. Ziemia podzielona jest na parcele i posiekana w kwadraty. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak dawne poletka ryżowe, na których nic już nie rośnie. Są to jednak pozostałości prac oczyszczających teren. Japończycy zdzierają kilkanaście centymetrów ziemi wszędzie tam, gdzie jest ona skażona, wsypują ją do czarnych worków, następnie ciężarówkami wywożą na przygotowane wcześniej składowiska otoczone brezentem.

W opuszczonych supermarketach podłogi zasłane są rozgryzionymi opakowaniami. Szczury wyjadły wszystko co zostało i nawet one już się stąd wyniosły. Wszędzie unosi się smród gnijących resztek.

W domach natomiast panuje względny porządek, chociaż podłogi często zastawione są przedmiotami, które tuż przed ewakuacją przeglądano i porządkowano. Niektóre wiejskie rezydencje znalazły nowych lokatorów – małpy. Japończycy szczelnie pozamykali swoje domy, kto miał czas, zabijał nawet okna deskami, drzwi wejściowe zabezpieczał dodatkowym łańcuchem czy nawet drutem kolczastym, ale natura zawsze znajdzie drogę. Bujna roślinność podważa ściany, wyważa drzwi i okna, małpy splądrowały niektóre domy, w niektórych posesjach osiedliły się w stodołach i warsztatach.

To co różni Czarnobyl od Fukuszimy to właśnie pozostawiony dobytek. O ile w Prypeci i ukraińskiej Zonie szabrownicy pojawili się szybko i plądrowali mieszkania niemal natychmiast i ze wszystkiego, wyrywając nawet kable ze ścian (dla miedzi) czy odcinając kaloryfery oraz barierki przy schodach (dla złomu), to w Japonii wszystko pozostało nietknięte, w domach znaleźć można biżuterię, pieniądze, a w garażach wciąż zaparkowane luksusowe marki motocykli i samochodów, na wsiach stoi drogi sprzęt rolniczy, a sklepy wypełnione są towarem, np. garncarskim rękodziełem w wiosce Omaru, niegdyś słynącej właśnie z tego wyrobu, dziś opuszczonej i zarośniętej. Towarem, warto zaznaczyć, luksusowym, każda misa czy rzeźba warta jest conajmniej kilkadziesiąt dolarów, a większe wyroby nawet kilka tysięcy.

Pokoje nastolatków były jednak wyjątkowe, dlatego wydaja się najbardziej szokujące. W opuszczonych domach na terenie prefektury Fukuszima rzucają się w oczy duże telewizory z wypukłym kineskopem oraz przewodowe telefony, czasem nawet jeszcze z okrągłą tablicą, na której numer się wykręcało, a nie wystukiwało na klawiaturze. Tereny te zamieszkane były głównie przez osoby starsze, młodsi Japończycy wybierają duże miasta, rzadko zdarza się tutaj dom, w którym można znaleźć pokój dziecka czy nastolatka, po prostu nie było tu ich zbyt wielu. Japonia jest niezwykle zaawansowana technologicznie, jednak na prowincji zupełnie tego nie widać. Starsi mieszkańcy żyją tak, jak żyli 20-30 lat temu. Fukuszima może zmylić przyszłych badaczy tego miejsca. Czas stanął tutaj dwa razy, raz gdy zniknęli młodzi, drugi raz, gdy zniknęli wszyscy.

POZOSTANĄ TYLKO SZTUCZNE KWIATY

W opuszczonym domu starców w Futabie wszystko ma swój porządek. W czasie ewakuacji wyniesiono przedmioty i poukładano je równo na podłodze. Pracownicy obiektu decydowali co zabrać ze sobą, co może się przydać, co zostaje z tyłu. W jednej z sal na szpitalnych łóżkach leży duża maskotka Myszki Miki z wbudowanym elektronicznym wyświetlaczem. Być może był to ciśnieniomierz, może sprawdzało się tym poziom cukru we krwi. Dziś ikona Disneya jak smutny żart przewieszona jest przez wezgłowie łóżka, spogląda w podłogę czarnymi oczami, uśmiecha się. Jest w tym uśmiechu coś przerażającego. Pośród pustki i ciszy to właśnie maskotka wygląda na najbardziej żywą.

Na parterze, w głównym holu, przy jednym z biurek, znajdują się odznaczenia i dyplomy, dla dobrze prowadzonej placówki czy też dla najlepszych pensjonariuszy. Pomiędzy nimi lalka, która strzeże wejścia w głąb obiektu. Lalka, która w opuszczonym przed laty budynku zbyt mocno przypomina człowieka, wywołuje lęk. A przecież Japończycy wierzą, że lalki mają dusze.

A pomiędzy lalką a medalami kolorowe, bujne kwiaty. Słoneczniki, tulipany i róże, bratki, astry i żonkile. Piękne, zdrowe, wciąż świeże, jedynie nieco z wierzchu przykryte warstwą kurzu. Sztuczne.

Opuszczony dom

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *